 |
 |
Tygodnik "Wprost", Nr 1075 (06 lipca
2003)
|
Bank Światowy zaleca nam ostrą dietę
Dorota Poznańska Pracownik
Wydziału Międzynarodowych Studiów Porównawczych NBP
Polski system finansów publicznych przypomina
tworzenie słynnego misia z filmu Stanisława Barei. W obu
wypadkach mamy do czynienia z mnożeniem absurdalnych wydatków.
Dość powiedzieć, że w 90 proc. terenowych ośrodków pomocy
społecznej skontrolowanych przez NIK w 2000 r. stwierdzono
"niepełne zaspokojenie potrzeb osób spełniających ustawowe
warunki otrzymania pomocy społecznej". Po prostu pieniądze
zamiast do najbardziej potrzebujących trafiały do
najbardziej... zaradnych. Poza tym - jak wynika z badań
ankietowych GUS - liczba rencistów znacznie przewyższa liczbę
osób, które uważają się za niepełnosprawne. Nic dziwnego, że
wydatki na renty sięgają w Polsce 4 proc. PKB. To zdecydowanie
najwyższy poziom wśród państw OECD. Wyłudzanie
nienależnych świadczeń to z reguły konsekwencja bezsensownych
przepisów. Przykładem są regulacje dotyczące zasiłku
chorobowego. Od 91. dnia zwolnienia wynosi on 100 proc.
wynagrodzenia. Jeżeli zwolnienie jest krótsze, zasiłek jest
niższy o 20 proc. Zachęca to do jak najdłuższego korzystania
ze zwolnienia. Po zaostrzeniu w latach 1998 i 1999 zasad
wypłaty zasiłków chorobowych przeciętna liczba dni
nieobecności w pracy spadła w latach 1998-2000 o jedną
trzecią. Mimo zmian w przepisach wydatki na zasiłki chorobowe
pozostają bardzo wysokie. W 2002 r. tylko z Funduszu
Ubezpieczeń Społecznych wypłacono na ten cel ponad 3,4 mld zł!
Kupowanie spokoju za pieniądze w błoto
Publiczne pieniądze przeznaczane są także na
pomoc dla przedsiębiorstw państwowych. Od początku lat 90. na
wsparcie nierentownych kopalń, hut oraz zakładów przemysłu
zbrojeniowego i ciężkiego wydano 90 mld zł. Za tę sumę można
by wybudować 4 tys. km autostrad! Pomoc dla państwowych
molochów nie przynosi jednak efektów. Kontrola NIK
przeprowadzona w 40 firmach państwowych (także z innych niż
wymienione branż) wykazała, że ich działalność przyniosła w
latach 1998--1999 i trzech kwartałach 2000 r. 519 mln zł
strat, mimo iż w tym czasie państwo przeznaczyło na ich
wsparcie ponad 725 mln zł. Kontrola ujawniła także, że 80
proc. tych "wymagających pomocy państwa przedsiębiorstw" po
jej uzyskaniu udzielało darowizn na cele pozastatutowe.
Workiem bez dna są również świadczenia związane z
przywilejami poszczególnych grup społecznych. Wszyscy składamy
się na przykład na pensje i nagrody jubileuszowe dla nie
pracujących górników mających tzw. urlopy górnicze (trwają do
pięciu lat) i na 90 proc. składki na ubezpieczenie społeczne
rolników. W obu wypadkach korzystanie z pomocy państwa wynika
z przynależności do grupy społecznej - wysokość dochodów nie
ma żadnego znaczenia. Powoduje to absurdalną sytuację:
biedniejsi finansują bogatszych. Przeciętna miesięczna pensja
górnika w IV kwartale 2002 r. przekroczyła 4780 zł!
Marnotrawstwo i niesprawiedliwość, ale także wysokie
bezrobocie to konsekwencje kupowania spokoju społecznego przez
kolejne rządy.
Irlandzka terapia W Irlandii
w latach 1987-1989 wydatki publiczne zmniejszono z 48 proc. do
39 proc. PKB (deficyt sektora finansów publicznych został tam
zredukowany o 6,5 punktu procentowego PKB). Znaczną część
oszczędności (4 proc. PKB) uzyskano, ograniczając wydatki na
transfery socjalne. Było to możliwe dzięki temu, że pomoc
socjalna w większym stopniu trafiała do osób, które jej
potrzebowały, a część zasiłków obniżono. Efekt? Obywatele
uwierzyli, że reforma finansów publicznych spowoduje redukcję
podatków. Wzrosła konsumpcja i inwestycje, a stopa bezrobocia
spadła z rekordowo wysokiego poziomu 17,6 proc. w 1987 r. do
15,6 proc. w roku 1989. To z kolei pozwoliło przeznaczać mniej
na zasiłki dla bezrobotnych. Dzięki zamknięciu części
starszych i mniejszych szpitali oraz wprowadzeniu opłat za
pobyt w lecznicach i korzystanie z usług medycznych mniej
wydawano na ochronę zdrowia. O 1,5 proc. PKB obniżono
wydatki na płace pracowników sektora publicznego. W latach
1986-1999 liczba zatrudnionych tam spadła z 300 tys. do 270
tys. osób. Stało się to możliwe m.in. dzięki zakazowi
przyjmowania nowych urzędników oraz wprowadzeniu programu
finansowania szkoleń dla dobrowolnie odchodzących z pracy w
tym sektorze. W 1987 r. płace pracowników sektora publicznego
zostały zamrożone, a rząd podjął negocjacje ze związkami
zawodowymi. Zgodnie z zawartym porozumieniem w latach
1988-1990 nominalne tempo wzrostu płac zatrudnionych w
sektorze publicznym nie mogło przekroczyć 2,5 proc. (co
oznaczało realny spadek ich wynagrodzeń). W zamian rząd
zobowiązał się obniżyć stawki podatku dochodowego od osób
fizycznych. Obietnicę spełniono w 1988 r., zmniejszając
jednocześnie stawkę podatku dochodowego od osób prawnych.
Dzięki szybkiemu wzrostowi PKB i spadkowi kosztów obsługi
długu poziom wydatków w relacji do PKB obniżał się w kolejnym
dziesięcioleciu. W sumie w latach 1985-2000 udział wydatków
publicznych w PKB zmniejszono o 21,5 punktu procentowego (do
29 proc. PKB).
Nad Bałtykiem zaciskają pasa
W Finlandii poziom wydatków publicznych został ograniczony
z ponad 59 proc. PKB w 1993 r. do prawie 44 proc. PKB w 2000
r. Największy spadek wydatków nominalnych (o 3 proc.)
odnotowano w 1997 r. Udało się to dzięki zmniejszeniu nakładów
m.in. na opiekę społeczną i ochronę zdrowia o 3 proc. oraz na
administrację o 2,4 proc. Reforma systemu zasiłków dla
bezrobotnych oraz zaprzestanie automatycznej ich indeksacji
pozwoliły obniżyć wydatki Ministerstwa Pracy o 6 proc.
Zredukowano również pomoc dla przedsiębiorstw, co spowodowało,
że resort przemysłu i handlu wydawał prawie 10 proc. mniej.
Redukcja podatków, dotycząca głównie osób o niskich i średnich
dochodach, i jednoczesne ograniczenie wysokości transferów
socjalnych zwiększyły opłacalność podejmowania pracy i
przyczyniły się do wzrostu zatrudnienia. Z kolei w Estonii
w latach 1999-2001 wydatki publiczne zredukowano (w stosunku
do PKB) o 4,9 punktu procentowego (z 42,7 proc. do 37,8 proc.
PKB). Podobnie stało się na Łotwie, gdzie zmniejszono je w
latach 1999-2002 o 6,6 punktu procentowego (z 44,1 proc. do
37,5 proc. PKB), a na Litwie aż o 11 punktów procentowych (z
40,3 proc. do 29,3 proc). W 2001 r. na Litwie budżety państwa
i samorządów wydawały o ponad procent mniej niż w 1998 r.
Osiągnięto to dzięki ograniczeniu nakładów na świadczenia
socjalne. W latach 1998-2000 zredukowano je nominalnie o 1,7
proc., a ich udział w wydatkach budżetu państwa i samorządów
spadł do 46 proc. (z 53 proc. w 1999 r.). Zmniejszono także
wypłaty z litewskiego funduszu ubezpieczeń społecznych (w 2001
r. nominalnie prawie o 3 proc.). Było to przede wszystkim
konsekwencją zaostrzenia przepisów dotyczących zasiłków
chorobowych i macierzyńskich. W 2001 r. wydatki na ten cel
spadły o 33 proc. W latach 1999-2001 o 3 proc. zmniejszyły się
także wydatki na emerytury, co było wynikiem podniesienia
wieku emerytalnego.
Słowacki magnes Pakiet
reform zaproponowanych przez Ivana Miklosa, ministra finansów
Słowacji, dziennik "Financial Times" uznał za najbardziej
ambitny w regionie. Projekt przewiduje zaostrzenie kryteriów
uzyskiwania zasiłków socjalnych oraz wprowadzenie częściowej
odpłatności za opiekę medyczną i edukację. Umożliwi to
redukcję deficytu w stosunku do PKB z 5 proc. do 3 proc. w
2005 r. oraz obniżenie podatków bezpośrednich. Wprowadzony
zostanie podatek liniowy - jedna stawka dla dochodów osób
fizycznych i firm (20 proc.). Najwyższa stawka PIT na Słowacji
wynosi dziś 38 proc., a stawka CIT - 25 proc. Z 14 proc. do 20
proc. zostanie zaś podwyższony podatek VAT. Zdaniem
ekonomistów, planowane reformy pozwolą na szybszy rozwój
Słowacji i przyciągną do niej inwestorów zagranicznych.
Dietetyk Bank Światowy Tymczasem w Polsce -
z jednej strony - podatki i obowiązkowe składki będące
konsekwencją ogromnych wydatków publicznych zniechęcają do
inwestowania i tworzenia miejsc pracy. Z drugiej strony, łatwy
dostęp do świadczeń socjalnych i wysokie opodatkowanie
dochodów zmniejszają opłacalność podejmowania pracy. W
rezultacie na każdego pracującego przypada dziś 1,3 osoby nie
pracującej i liczba ta stale rośnie. Aby odwrócić tę
niekorzystną tendencję, trzeba radykalnie ograniczyć wydatki
publiczne. Program takich reform już istnieje - został
opracowany przez ekspertów Banku Światowego. W Polsce
należy zredukować wydatki na świadczenia społeczne - uważają
specjaliści BŚ. Oszacowano, że można uzyskać oszczędności w
wysokości 3-4 proc. PKB. Trzeba zlikwidować indeksację
świadczeń i ujednolicić programy socjalne. Konieczna jest
reforma Kasy Rolniczego Ubezpieczenia Społecznego. Miałoby ją
rozpocząć wprowadzenie podatku dochodowego dla rolników.
Rolnicy o wyższych dochodach mogliby wówczas zostać objęci
ubezpieczeniem w ZUS. Możliwe do uzyskania oszczędności
szacuje się na 750 mln zł rocznie. Eksperci Banku Światowego
proponują też stopniowe wyłączanie właścicieli gospodarstw
jedno-, dwuhektarowych z systemu ubezpieczenia społecznego
rolników. Składka dla rolników pozostających w KRUS powinna
zostać podniesiona tak, by pokrywała przynajmniej 15 proc.
przyszłych świadczeń (obecnie 10 proc.). Zmian wymaga
także powszechny system emerytalny. Eksperci Banku Światowego
proponują ograniczenie, a docelowo likwidację prawa do
wcześniejszej emerytury. Zmniejszone muszą zostać również
wydatki na renty - Bank Światowy proponuje zlikwidowanie
możliwości uzyskiwania bezterminowego prawa do renty i
weryfikację sytuacji osób korzystających z takich uprawnień. W
Holandii w wyniku podobnej operacji przeprowadzonej wśród
rencistów, którzy nie ukończyli 40. roku życia, ich liczba
zmniejszyła się o 30 proc. Obniżyć trzeba także zasiłki
chorobowe, przede wszystkim wypłacane przy zwolnieniu dłuższym
niż 90-dniowe. Przygotowany przez ekspertów Banku
Światowego program daje Polsce szansę na prawdziwą reformę
finansów publicznych i uniknięcie zapaści finansowej.
Dorota Poznańska
Tezy zawarte
w artykule nie są oficjalnym stanowiskiem NBP
| | |