|
OPINIE
Liberalizm konserwatywny
wydaje się najlepszą podstawą do ochrony zarówno
wartości narodowych, jak i socjalnych
Przeciwko wrogom
wolności
Dla większości Polaków sens
obcego słowa "liberalizm" nadal nie jest całkiem jasny,
choć wszyscy wiedzą, że ma coś wspólnego z
wolnością.
|
|
|
ANDRZEJ S.
BRATKOWSKI |
|
|
|
JACEK
ROSTOWSKI |
|
|
|
(c) ANDRZEJ
LICHOTA |
W latach sześćdziesiątych i siedemdziesiątych w
Anglii liberałowie byli pośmiewiskiem politycznym.
Głównie dlatego, że byli postrzegani jako poczciwi
ludzie, wierzący w demokrację, tolerancję i wolność, ale
zupełnie niepraktyczni, a w dodatku niemogący dokonać
wyboru pomiędzy socjalizmem a konserwatyzmem. Partia
Republikańska w Stanach Zjednoczonych od kilku
dziesięcioleci definiuje się jako antyliberalna, a
prezydent Chirac w 2005 r. określił liberalizm jako
zagrożenie ideologiczne, które dla XXI wieku jest równie
groźne jak komunizm dla XX.
W Polsce od początku transformacji liberalizm jest
wściekle atakowany i z lewa, i z prawa. Obecnie już nie
tylko przez Radio Maryja oraz Samoobronę, ale i liderów
PiS, a znany socjolog prof. Zdzisław Krasnodębski
poświęcił całą książkę na wyklęcie liberalizmu
(szczególnie "peryferyjnego"). Często krytycy sami stają
się obiektem napaści innych krytyków - za hołdowanie
liberalizmowi właśnie. Tak więc liberalizm stopniowo
staje się w Polsce polityczną inwektywą równie ciężką,
jak zdrada czy korupcja i bez porównania poważniejszą
niż nieudolność.
Cóż to za ideologia, która może zjednoczyć przeciwko
sobie ojca Rydzyka z zażartym obrońcą państwa laickiego
prezydentem Chirakiem?
RÓŻNE OBLICZA LIBERALIZMU
We Francji słowo "liberalizm" oznacza poparcie dla
wolnego rynku, chęć ograniczenia wydatków socjalnych
oraz otwarcia Francji i Europy na handel i inwestycje
zagraniczne. W Stanach liberalizm to przede wszystkim
doktryna obyczajowa, popierająca prawa kobiet,
mniejszości etnicznych i seksualnych, często kosztem
tradycyjnych wolności gospodarczych, a więc dawna
europejska "postępowość", czyli rozmydlona wersja
socjalizmu.
Nie warto by tego wspominać, gdyby nie to, że w
Polsce liberalizm przedstawiany jest przez prezydenta
Kaczyńskiego, o. Rydzyka i Leppera jako łączący obie
wyżej wymienione charakterystyki. Jest on utożsamiany
zarówno z postępowym "libertynizmem", zwalczającym
tradycyjną moralność, jak i z bezdusznym kapitalizmem.
Co więcej, liberalizm jest także postrzegany jako
antynarodowy - popiera "wyprzedaż" polskiego "majątku
narodowego" cudzemu kapitałowi i podporządkowanie
polityczne Polski Unii Europejskiej.
W Polsce wszystkie odmiany liberalizmu znajdują
swoich zwolenników i to w różnych kombinacjach. Młodzi
anarchiści wolność obyczajową łączą z wrogim stosunkiem
zarówno do nacjonalizmu, jak i wolnego rynku. Obyczajowo
postępowi antynacjonaliści akceptują kapitalizm jako
"niefortunną konieczność" (gdyż socjalizm okazał się
mało praktyczny), ale chętnie widzą różnego rodzaju
ingerencje państwa w społeczeństwie i gospodarce,
szczególnie po to, by osiągnąć cele socjalne (ich główną
polityczną reprezentacją jest SdPl Marka Borowskiego).
Postępowi antynacjonaliści z kolei autentycznie wierzą w
skuteczność kapitalizmu (demokraci.pl), a konserwatywni
liberałowie, czyli zwolennicy wolności ekonomicznej, nie
są ani obyczajowo "postępowi", ani
"antynacjonalistycznie" nastawieni, choć także nie są
"nacjonalistami" (przynajmniej część zaplecza
politycznego Platformy Obywatelskiej).
SFERA PRYWATNA KONTRA SFERA PUBLICZNA
Kluczowe dla zrozumienia liberalizmu jest
rozróżnienie między sferą prywatną i sferą publiczną.
Sfera prywatna to działania jednostki lub grupy osób
podejmowane z własnej woli lub dobrowolnego
porozumienia, które nie mają wpływu na sferę prywatną
innych ludzi. Sfera publiczna to działania, których
konsekwencje wykraczają poza sferę prywatną jej aktorów
i jako takie mogą prowadzić do konfliktu interesów
jednostek lub ich grup. Jeden z klasycznych cytatów
liberalizmu to powiedzenie francuskiego mnicha
Rabelaisa, piszącego w XVI wieku: "rób, co chcesz, póki
nie szkodzisz innym". To stwierdzenie w odniesieniu do
sfery prywatnej oznacza po prostu rób, co chcesz. Więc
liberał bynajmniej nie musi być wyznawcą jakiegokolwiek
z góry ustalonego systemu wartości - na przykład być
katolikiem ani nawet wierzącym - ale oczywiście z reguły
posiada jakiś system wartości, przywiązuje do niego
wielką wagę i ma prawo starać się do niego przekonać
innych. Liberalizm pozwala więc ludziom o różnych
systemach wartości współżyć w jednym społeczeństwie.
Ale w odniesieniu do sfery publicznej oznacza, że
dopuszczalne jest to, co "nie szkodzi innym". Dlatego
rozstrzygnięcie, co jest dopuszczalne w sferze
publicznej, wymaga odwołania się do jakiegoś systemu
wartości, który wyznacza hierarchię praw różnych osób.
Konsekwentny liberalizm przeciwstawia się tym
konserwatystom, którzy chcieliby ingerować w sferę
prywatną obywateli w imię "obrony fundamentalnych
wartości". Jednak równie krytycznie odnosi się do tych
koncepcji lewicowych, które w imię wolności protestują
przeciwko wprowadzaniu ograniczeń wolności w sferze
publicznej, gdyż takie przejawy "wolności" z definicji
ograniczają wolność innych i dlatego muszą być oceniane
z punktu widzenia jakiegoś systemu norm społecznych. Tak
więc stosunek homoseksualny pomiędzy dorosłymi musi być
uważany za ich prywatną sprawę w państwie liberalnym.
Jednak, objawianie takich uczuć publicznie może (choć
nie musi) być uważane za gwałcenie praw innych właśnie w
sferze publicznej i wobec tego może być zabronione.
Negowanie ograniczeń, jakie na wolność nakłada sfera
publiczna, jest więc w istocie próbą wprowadzenia do
sfery publicznej pewnych norm "tylnymi drzwiami" bez
konieczności osiągnięcia konsensusu społecznego w tej
sprawie - co zresztą nie przeszkadza obrońcom tak
rozumianej wolności wyrażać najwyższego oburzenia, gdy
dochodzi do ingerencji w sferę publiczną "z innych
pozycji" (np. "libertyńskie" ekscesy obyczajowe kontra
"faszystowskie" ekscesy nacjonalistyczne).
Raz dopuszczając możliwość ograniczenia cudzej
wolności (w sferze publicznej), w imię hierarchii
wartości, nie można już uniknąć myślenia w kategoriach
optymalizacji kosztów i korzyści, które leżą u podstaw
akceptacji danego ustroju państwa - a to prowadzi do
pragmatycznych rozważań na temat "całościowej"
efektywności danego systemu. Ta natomiast wyznacza nową
hierarchię wartości, bowiem preferowanie pewnych
wartości na dłuższą metę sprzyja lub szkodzi realizacji
innych.
Dlatego postulowanie różnych systemów wartości w
sferze publicznej może prowadzić do różnych "wariantów"
liberalizmu - zależnie od tego, jak w tej hierarchii
plasują się względem siebie prawo własności, rodzina,
swoboda seksualna, wolność sumienia, wolność słowa,
demokratyczne prawa i wolności polityczne itd.
DYSKRETNY UROK KONSERWATYZMU
Liberalizm konserwatywny łączy zasadę liberalną
pełnej wolności w sferze prywatnej z konserwatywnym
podejściem do regulowania sfery publicznej. Jednak
różnica pomiędzy liberalizmem "konserwatywnym" i
"postępowym" polega nie tylko na różnym rozumieniu
natury ludzkiej, lecz także na bardziej konsekwentnym
uwzględnianiu przez liberalizm konserwatywny wymiaru
pragmatycznego. Te różnice są chyba najbardziej widoczne
w podejściu do rodziny.
Dla "postępowców" rodzina nie jest żadnym dobrem. Dla
bardziej skrajnych jest niepotrzebnym "przeżytkiem"
przeszłości, a nawet źródłem różnych dominacji: mężczyzn
nad kobietami, hetero- nad homoseksualistami, dorosłych
nad dziećmi. Dla "konserwatywnych liberałów" człowiek
naturalnie żyje w rodzinie, kocha swoich rodziców i
swoje dzieci. Te fakty muszą być brane pod uwagę przez
państwo, szczególnie przy stanowieniu polityki
społecznej. Między innymi wyznaczają one granice
dopuszczalnej interwencji państwa w wielu dziedzinach.
Na przykład konsekwentny "postępowiec" powinien
popierać wysoki podatek od spadku, aby dzieci biednych
miały takie same szanse w życiu jak dzieci bogaczy.
Konserwatywni liberałowie są jednak świadomi, iż jeden z
głównych bodźców ekonomicznych dla większości ludzi to
chęć poprawienia sytuacji materialnej swoich dzieci.
Trudno więc wyobrażać sobie podatek, który by bardziej
uderzał w podstawy motywacyjne postępu gospodarczego
aniżeli podatek od spadku. Na tym przykładzie widzimy,
jak konserwatywny liberał, wychodząc od przesłanek
liberalnych (szacunek dla jednostki i jej preferencji),
dochodzi do wniosków konserwatywnych (rodzina jako dobro
społeczne), które prowadzą do liberalnych instrumentów
polityki społecznej (niski podatek od spadków). Tak
więc, w odróżnieniu od postępowych, konserwatywni
liberałowie mają wizję społeczeństwa, którą można nazwać
"wielopokoleniową". Jednostka jest nadal zasadniczym
elementem społeczeństwa i to prawa jednostki muszą być
przede wszystkim chronione przez liberalne państwo.
Jednak uczucia rodzinne są faktem społecznym, które
państwo także musi szanować.
NIE POJMUJĄ O CZYM MÓWIĄ
Dziś tylko ignoranci ekonomiczni lekceważą znaczenie
wolności gospodarczej i praw własności dla rozwoju
gospodarczego, który z kolei jest warunkiem realizacji
nie tylko libertyńskiego prawa do "twórczego rozwoju
jednostki" czy "praw socjalnych", ale także takich
tradycyjnych wartości, jak narodowa niepodległość - bo
przecież we współczesnym świecie to siła ekonomiczna
decyduje o sile militarnej. Coraz powszechniejsze jest
też przekonanie, że demokracja i rozwój społeczeństwa
obywatelskiego są niezbędne do sprawnego funkcjonowania
instytucji rynkowych.
Wolność to wartość fundamentalna, także dla
katolicyzmu. Katolicyzm traktuje wolność osoby ludzkiej
- i wynikającą z niej odpowiedzialność - jako warunek
wstępny zdolności człowieka do czynienia dobra, bo dobro
i zło istnieją tylko tam, gdzie jest wolność wyboru. Z
punktu widzenia chrześcijaństwa człowiek pozbawiając się
swej wolności na rzecz decydującej za niego władzy
doczesnej, sprzedaje swoją duszę - a ten, który go do
tego namawia, zasługuje na potępienie.
Z tych względów wydaje się, że liberalizm
konserwatywny - oparty na wolności i odpowiedzialności
człowieka - jest jedynym systemem obejmującym tradycyjne
wartości chrześcijańskie, zachowującym spójność zarówno
w wymiarze aksjologicznym, jak i pragmatycznym. Co
więcej, z pragmatycznego punktu widzenia, system ten
wydaje się także najlepszą podstawą do ochrony zarówno
wartości narodowych, jak i socjalnych. Dlaczego więc w
Polsce jest on tak zaciekle krytykowany? Część
antyliberalnych polityków może po prostu nie rozumieć, o
czym mówi, ale przynajmniej niektórzy z nich wiedzą
świetnie. Wykorzystują fakt, iż dla większości Polaków
sens obcego słowa "liberalizm" nadal nie jest całkiem
jasny, choć wszyscy wiedzą, że ma coś wspólnego z
wolnością.
UKRYCI WROGOWIE WOLNOŚCI
Wolność jest jak powietrze. Ani się ją widzi, ani o
nią dba - póki jest. Ludzie chcą bezpieczeństwa, młodzi
szybkich karier lub choćby ciekawej pracy, starzy
lepszej opieki medycznej, jedni i drudzy więcej
pieniędzy. Ale wolność - kogo to obchodzi! Umierają
ostatni uczestnicy powstania warszawskiego, pamiętający
stalinizm są już na emeryturze. Ludzi zaczyna męczyć ten
chaos, w którym każdy robi, co chce, a ciągłe zmiany
zmuszają do podejmowania decyzji i związanego z nimi
ryzyka. Za dużo tego powietrza wolności - czy ktoś
mógłby zamknąć okno?
Mógłby. Chętnych jest tak wielu, jak wielu jest tych,
którzy pragną władzy. A wolność władzę ogranicza,
upokarza, degradując do roli lokaja społeczeństwa
obywatelskiego. Dlatego wolności nie można ignorować ani
lekceważyć - ją trzeba wykorzeniać, korzystając z każdej
sposobności. I właśnie sposobna chwila nadeszła. Po
kilkunastu latach bardzo szybkich zmian wolność jest
słaba. Już nie jest powszechnym obiektem pożądania, a
jeszcze nie udało się stworzyć dostatecznie silnych
instytucji, które mogłyby ją chronić w chwilach
słabości.
Dlatego demony przeszłości wyłażą ze swych nor, by
zapolować na nasze dusze. Oddaj nam wolność, damy ci
dobrobyt. Oddaj wolność, damy ci sprawiedliwość. Oddaj
wolność, uwolnisz się od lęku. Jeszcze nie mają odwagi
zakwestionować wprost wolności, bo przecież tak niedawno
była ona prawie synonimem polskości. Atakuje się więc
liberalizm i wszelkie przejawy wolności: wolny rynek,
wolność słowa i sumienia, wolność obyczajową.
Wolność znowu jest w niebezpieczeństwie, co może mieć
fatalne skutki i dla polskiej suwerenności, i dla
polskiej kultury, i dla każdej polskiej rodziny. Mamy
więc obowiązek jej bronić. Ale musimy także zrozumieć,
czego naprawdę bronimy, i uzgodnić wspólnie, gdzie
przebiegają granice prawa do wolności. Zapędzając się
zbyt daleko w atakach na prawdziwych lub domniemanych
wrogów wolności, także działamy przeciw niej, nie tylko
psując jej reputację, lecz naruszając samą jej istotę.
ANDRZEJ S. BRATKOWSKI, Były
wiceprezes Narodowego Banku Polskiego, JACEK ROSTOWSKI,
Dziekan Wydziału Ekonomii Uniwersytetu
Środkowoeuropejskiego w Budapeszcie i członek Rady Case
- Centrum Analiz Społeczno-Ekonomicznych
|