03.02.06 Nr 29
   OPINIE
Liberalizm konserwatywny wydaje się najlepszą podstawą do ochrony zarówno wartości narodowych, jak i socjalnych
Przeciwko wrogom wolności

Dla większości Polaków sens obcego słowa "liberalizm" nadal nie jest całkiem jasny, choć wszyscy wiedzą, że ma coś wspólnego z wolnością.

ANDRZEJ S. BRATKOWSKI
JACEK ROSTOWSKI
(c) ANDRZEJ LICHOTA

W latach sześćdziesiątych i siedemdziesiątych w Anglii liberałowie byli pośmiewiskiem politycznym. Głównie dlatego, że byli postrzegani jako poczciwi ludzie, wierzący w demokrację, tolerancję i wolność, ale zupełnie niepraktyczni, a w dodatku niemogący dokonać wyboru pomiędzy socjalizmem a konserwatyzmem. Partia Republikańska w Stanach Zjednoczonych od kilku dziesięcioleci definiuje się jako antyliberalna, a prezydent Chirac w 2005 r. określił liberalizm jako zagrożenie ideologiczne, które dla XXI wieku jest równie groźne jak komunizm dla XX.

W Polsce od początku transformacji liberalizm jest wściekle atakowany i z lewa, i z prawa. Obecnie już nie tylko przez Radio Maryja oraz Samoobronę, ale i liderów PiS, a znany socjolog prof. Zdzisław Krasnodębski poświęcił całą książkę na wyklęcie liberalizmu (szczególnie "peryferyjnego"). Często krytycy sami stają się obiektem napaści innych krytyków - za hołdowanie liberalizmowi właśnie. Tak więc liberalizm stopniowo staje się w Polsce polityczną inwektywą równie ciężką, jak zdrada czy korupcja i bez porównania poważniejszą niż nieudolność.

Cóż to za ideologia, która może zjednoczyć przeciwko sobie ojca Rydzyka z zażartym obrońcą państwa laickiego prezydentem Chirakiem?

RÓŻNE OBLICZA LIBERALIZMU

We Francji słowo "liberalizm" oznacza poparcie dla wolnego rynku, chęć ograniczenia wydatków socjalnych oraz otwarcia Francji i Europy na handel i inwestycje zagraniczne. W Stanach liberalizm to przede wszystkim doktryna obyczajowa, popierająca prawa kobiet, mniejszości etnicznych i seksualnych, często kosztem tradycyjnych wolności gospodarczych, a więc dawna europejska "postępowość", czyli rozmydlona wersja socjalizmu.

Nie warto by tego wspominać, gdyby nie to, że w Polsce liberalizm przedstawiany jest przez prezydenta Kaczyńskiego, o. Rydzyka i Leppera jako łączący obie wyżej wymienione charakterystyki. Jest on utożsamiany zarówno z postępowym "libertynizmem", zwalczającym tradycyjną moralność, jak i z bezdusznym kapitalizmem. Co więcej, liberalizm jest także postrzegany jako antynarodowy - popiera "wyprzedaż" polskiego "majątku narodowego" cudzemu kapitałowi i podporządkowanie polityczne Polski Unii Europejskiej.

W Polsce wszystkie odmiany liberalizmu znajdują swoich zwolenników i to w różnych kombinacjach. Młodzi anarchiści wolność obyczajową łączą z wrogim stosunkiem zarówno do nacjonalizmu, jak i wolnego rynku. Obyczajowo postępowi antynacjonaliści akceptują kapitalizm jako "niefortunną konieczność" (gdyż socjalizm okazał się mało praktyczny), ale chętnie widzą różnego rodzaju ingerencje państwa w społeczeństwie i gospodarce, szczególnie po to, by osiągnąć cele socjalne (ich główną polityczną reprezentacją jest SdPl Marka Borowskiego). Postępowi antynacjonaliści z kolei autentycznie wierzą w skuteczność kapitalizmu (demokraci.pl), a konserwatywni liberałowie, czyli zwolennicy wolności ekonomicznej, nie są ani obyczajowo "postępowi", ani "antynacjonalistycznie" nastawieni, choć także nie są "nacjonalistami" (przynajmniej część zaplecza politycznego Platformy Obywatelskiej).

SFERA PRYWATNA KONTRA SFERA PUBLICZNA

Kluczowe dla zrozumienia liberalizmu jest rozróżnienie między sferą prywatną i sferą publiczną. Sfera prywatna to działania jednostki lub grupy osób podejmowane z własnej woli lub dobrowolnego porozumienia, które nie mają wpływu na sferę prywatną innych ludzi. Sfera publiczna to działania, których konsekwencje wykraczają poza sferę prywatną jej aktorów i jako takie mogą prowadzić do konfliktu interesów jednostek lub ich grup. Jeden z klasycznych cytatów liberalizmu to powiedzenie francuskiego mnicha Rabelaisa, piszącego w XVI wieku: "rób, co chcesz, póki nie szkodzisz innym". To stwierdzenie w odniesieniu do sfery prywatnej oznacza po prostu rób, co chcesz. Więc liberał bynajmniej nie musi być wyznawcą jakiegokolwiek z góry ustalonego systemu wartości - na przykład być katolikiem ani nawet wierzącym - ale oczywiście z reguły posiada jakiś system wartości, przywiązuje do niego wielką wagę i ma prawo starać się do niego przekonać innych. Liberalizm pozwala więc ludziom o różnych systemach wartości współżyć w jednym społeczeństwie.

Ale w odniesieniu do sfery publicznej oznacza, że dopuszczalne jest to, co "nie szkodzi innym". Dlatego rozstrzygnięcie, co jest dopuszczalne w sferze publicznej, wymaga odwołania się do jakiegoś systemu wartości, który wyznacza hierarchię praw różnych osób. Konsekwentny liberalizm przeciwstawia się tym konserwatystom, którzy chcieliby ingerować w sferę prywatną obywateli w imię "obrony fundamentalnych wartości". Jednak równie krytycznie odnosi się do tych koncepcji lewicowych, które w imię wolności protestują przeciwko wprowadzaniu ograniczeń wolności w sferze publicznej, gdyż takie przejawy "wolności" z definicji ograniczają wolność innych i dlatego muszą być oceniane z punktu widzenia jakiegoś systemu norm społecznych. Tak więc stosunek homoseksualny pomiędzy dorosłymi musi być uważany za ich prywatną sprawę w państwie liberalnym. Jednak, objawianie takich uczuć publicznie może (choć nie musi) być uważane za gwałcenie praw innych właśnie w sferze publicznej i wobec tego może być zabronione.

Negowanie ograniczeń, jakie na wolność nakłada sfera publiczna, jest więc w istocie próbą wprowadzenia do sfery publicznej pewnych norm "tylnymi drzwiami" bez konieczności osiągnięcia konsensusu społecznego w tej sprawie - co zresztą nie przeszkadza obrońcom tak rozumianej wolności wyrażać najwyższego oburzenia, gdy dochodzi do ingerencji w sferę publiczną "z innych pozycji" (np. "libertyńskie" ekscesy obyczajowe kontra "faszystowskie" ekscesy nacjonalistyczne).

Raz dopuszczając możliwość ograniczenia cudzej wolności (w sferze publicznej), w imię hierarchii wartości, nie można już uniknąć myślenia w kategoriach optymalizacji kosztów i korzyści, które leżą u podstaw akceptacji danego ustroju państwa - a to prowadzi do pragmatycznych rozważań na temat "całościowej" efektywności danego systemu. Ta natomiast wyznacza nową hierarchię wartości, bowiem preferowanie pewnych wartości na dłuższą metę sprzyja lub szkodzi realizacji innych.

Dlatego postulowanie różnych systemów wartości w sferze publicznej może prowadzić do różnych "wariantów" liberalizmu - zależnie od tego, jak w tej hierarchii plasują się względem siebie prawo własności, rodzina, swoboda seksualna, wolność sumienia, wolność słowa, demokratyczne prawa i wolności polityczne itd.

DYSKRETNY UROK KONSERWATYZMU

Liberalizm konserwatywny łączy zasadę liberalną pełnej wolności w sferze prywatnej z konserwatywnym podejściem do regulowania sfery publicznej. Jednak różnica pomiędzy liberalizmem "konserwatywnym" i "postępowym" polega nie tylko na różnym rozumieniu natury ludzkiej, lecz także na bardziej konsekwentnym uwzględnianiu przez liberalizm konserwatywny wymiaru pragmatycznego. Te różnice są chyba najbardziej widoczne w podejściu do rodziny.

Dla "postępowców" rodzina nie jest żadnym dobrem. Dla bardziej skrajnych jest niepotrzebnym "przeżytkiem" przeszłości, a nawet źródłem różnych dominacji: mężczyzn nad kobietami, hetero- nad homoseksualistami, dorosłych nad dziećmi. Dla "konserwatywnych liberałów" człowiek naturalnie żyje w rodzinie, kocha swoich rodziców i swoje dzieci. Te fakty muszą być brane pod uwagę przez państwo, szczególnie przy stanowieniu polityki społecznej. Między innymi wyznaczają one granice dopuszczalnej interwencji państwa w wielu dziedzinach.

Na przykład konsekwentny "postępowiec" powinien popierać wysoki podatek od spadku, aby dzieci biednych miały takie same szanse w życiu jak dzieci bogaczy. Konserwatywni liberałowie są jednak świadomi, iż jeden z głównych bodźców ekonomicznych dla większości ludzi to chęć poprawienia sytuacji materialnej swoich dzieci. Trudno więc wyobrażać sobie podatek, który by bardziej uderzał w podstawy motywacyjne postępu gospodarczego aniżeli podatek od spadku. Na tym przykładzie widzimy, jak konserwatywny liberał, wychodząc od przesłanek liberalnych (szacunek dla jednostki i jej preferencji), dochodzi do wniosków konserwatywnych (rodzina jako dobro społeczne), które prowadzą do liberalnych instrumentów polityki społecznej (niski podatek od spadków). Tak więc, w odróżnieniu od postępowych, konserwatywni liberałowie mają wizję społeczeństwa, którą można nazwać "wielopokoleniową". Jednostka jest nadal zasadniczym elementem społeczeństwa i to prawa jednostki muszą być przede wszystkim chronione przez liberalne państwo. Jednak uczucia rodzinne są faktem społecznym, które państwo także musi szanować.

NIE POJMUJĄ O CZYM MÓWIĄ

Dziś tylko ignoranci ekonomiczni lekceważą znaczenie wolności gospodarczej i praw własności dla rozwoju gospodarczego, który z kolei jest warunkiem realizacji nie tylko libertyńskiego prawa do "twórczego rozwoju jednostki" czy "praw socjalnych", ale także takich tradycyjnych wartości, jak narodowa niepodległość - bo przecież we współczesnym świecie to siła ekonomiczna decyduje o sile militarnej. Coraz powszechniejsze jest też przekonanie, że demokracja i rozwój społeczeństwa obywatelskiego są niezbędne do sprawnego funkcjonowania instytucji rynkowych.

Wolność to wartość fundamentalna, także dla katolicyzmu. Katolicyzm traktuje wolność osoby ludzkiej - i wynikającą z niej odpowiedzialność - jako warunek wstępny zdolności człowieka do czynienia dobra, bo dobro i zło istnieją tylko tam, gdzie jest wolność wyboru. Z punktu widzenia chrześcijaństwa człowiek pozbawiając się swej wolności na rzecz decydującej za niego władzy doczesnej, sprzedaje swoją duszę - a ten, który go do tego namawia, zasługuje na potępienie.

Z tych względów wydaje się, że liberalizm konserwatywny - oparty na wolności i odpowiedzialności człowieka - jest jedynym systemem obejmującym tradycyjne wartości chrześcijańskie, zachowującym spójność zarówno w wymiarze aksjologicznym, jak i pragmatycznym. Co więcej, z pragmatycznego punktu widzenia, system ten wydaje się także najlepszą podstawą do ochrony zarówno wartości narodowych, jak i socjalnych. Dlaczego więc w Polsce jest on tak zaciekle krytykowany? Część antyliberalnych polityków może po prostu nie rozumieć, o czym mówi, ale przynajmniej niektórzy z nich wiedzą świetnie. Wykorzystują fakt, iż dla większości Polaków sens obcego słowa "liberalizm" nadal nie jest całkiem jasny, choć wszyscy wiedzą, że ma coś wspólnego z wolnością.

UKRYCI WROGOWIE WOLNOŚCI

Wolność jest jak powietrze. Ani się ją widzi, ani o nią dba - póki jest. Ludzie chcą bezpieczeństwa, młodzi szybkich karier lub choćby ciekawej pracy, starzy lepszej opieki medycznej, jedni i drudzy więcej pieniędzy. Ale wolność - kogo to obchodzi! Umierają ostatni uczestnicy powstania warszawskiego, pamiętający stalinizm są już na emeryturze. Ludzi zaczyna męczyć ten chaos, w którym każdy robi, co chce, a ciągłe zmiany zmuszają do podejmowania decyzji i związanego z nimi ryzyka. Za dużo tego powietrza wolności - czy ktoś mógłby zamknąć okno?

Mógłby. Chętnych jest tak wielu, jak wielu jest tych, którzy pragną władzy. A wolność władzę ogranicza, upokarza, degradując do roli lokaja społeczeństwa obywatelskiego. Dlatego wolności nie można ignorować ani lekceważyć - ją trzeba wykorzeniać, korzystając z każdej sposobności. I właśnie sposobna chwila nadeszła. Po kilkunastu latach bardzo szybkich zmian wolność jest słaba. Już nie jest powszechnym obiektem pożądania, a jeszcze nie udało się stworzyć dostatecznie silnych instytucji, które mogłyby ją chronić w chwilach słabości.

Dlatego demony przeszłości wyłażą ze swych nor, by zapolować na nasze dusze. Oddaj nam wolność, damy ci dobrobyt. Oddaj wolność, damy ci sprawiedliwość. Oddaj wolność, uwolnisz się od lęku. Jeszcze nie mają odwagi zakwestionować wprost wolności, bo przecież tak niedawno była ona prawie synonimem polskości. Atakuje się więc liberalizm i wszelkie przejawy wolności: wolny rynek, wolność słowa i sumienia, wolność obyczajową.

Wolność znowu jest w niebezpieczeństwie, co może mieć fatalne skutki i dla polskiej suwerenności, i dla polskiej kultury, i dla każdej polskiej rodziny. Mamy więc obowiązek jej bronić. Ale musimy także zrozumieć, czego naprawdę bronimy, i uzgodnić wspólnie, gdzie przebiegają granice prawa do wolności. Zapędzając się zbyt daleko w atakach na prawdziwych lub domniemanych wrogów wolności, także działamy przeciw niej, nie tylko psując jej reputację, lecz naruszając samą jej istotę.

ANDRZEJ S. BRATKOWSKI, Były wiceprezes Narodowego Banku Polskiego, JACEK ROSTOWSKI, Dziekan Wydziału Ekonomii Uniwersytetu Środkowoeuropejskiego w Budapeszcie i członek Rady Case - Centrum Analiz Społeczno-Ekonomicznych


Drukuj artykuł Drukuj artykuł Wyślij artykuł Wyślij artykuł

 

| Bez polskich znaków |
| Rzeczpospolita | Z ostatniej chwili | Archiwum | Serwis Ekonomiczny | Serwis Prawny | Cennik | Regulamin | Serwis WAP | Prenumerata
| Reklama | English/Deutsch | Klub Rzeczpospolitej | O nas | Praca i staże | Zgłaszanie uwag | Kontakt |
© Copyright by Presspublica Sp. z o.o.