
Maciej Samcik
18-10-2005
, ostatnia aktualizacja 17-10-2005 18:38
Znów wątpliwości wokół SKOK-ów, popularnych spółdzielni pożyczkowych. "Gazeta" przyjrzała się powiązaniom między najważniejszymi instytucjami w grupie SKOK. Co się okazało? Pieniądze szerokim strumieniem płyną z Kasy Krajowej zarządzanej przez Grzegorza Biereckiego do Fundacji PZK, której prezesem jest... Grzegorz Bierecki, a zastępcą jego brat. Z fundacji Biereccy są praktycznie nieodwoływalni
SKOK-i, popularne kasy pożyczkowe, to największa pozabankowa instytucja finansowa. Choć wzorują się na przedwojennych kasach Stefczyka, nie ograniczają się do oferowania tanich kredytów i propagowania lokalnej samopomocy.
Obok lokat i kredytów SKOK-i oferują konta osobiste, indywidualne konta emerytalne, ubezpieczenia, fundusze inwestycyjne, karty płatnicze, a ostatnio też wyjazdy turystyczne (przez spółkę SKOK Family Tours). Czerpią dochody z prowizji, a jednocześnie, ze względu na samopomocową misję, cieszą się przywilejami, np. nie płacą podatku dochodowego od zysków z działalności statutowej.
Spółdzielniami, które mają więcej placówek niż bank PKO BP (ponad 1,5 tys.) i obsługują półtora miliona klientów, rządzi od początku Grzegorz Bierecki - były działacz "Solidarności" na Pomorzu, były bliski współpracownik braci Kaczyńskich. Jego rządy wzbudzają coraz więcej kontrowersji. Byli członkowie zarządów lokalnych SKOK-ów skupili się w Stowarzyszeniu Odbudowy Spółdzielczości, które zarzuca Biereckiemu odejście od samopomocowych ideałów oraz niejasne przepływy finansowe. Złożyła też do prokuratury zawiadomienie o popełnieniu przez Biereckiego i jego współpracowników przestępstwa "nadużycia zaufania".
W odpowiedzi Kasa Krajowa zarzuca opozycjonistom rozpowszechnianie nieprawdziwych zarzutów, zaś "Gazecie" i "Polityce" wytoczyła procesy, żądając zakazu publikacji kolejnych artykułów, opublikowania wielostronicowych sprostowań i przeprosin, a od "Polityki" także 5 mln zł odszkodowania. Praktyki Kasy Krajowej skrytykowała Izba Wydawców Prasy, Fundacja Helsińska i skupiająca wydawców prasy na całym świecie organizacja IPI.
"Gazeta" przyjrzała się związkom między dwiema najważniejszymi organizacjami w tej - najpotężniejszej w Polsce - sieci spółdzielni. Chodzi o Kasę Krajową oraz Fundację na rzecz Polskich Związków Kredytowych. Nasze badania potwierdziły niektóre wątpliwości wysuwane przez opozycjonistów.
SKOK do fundacji
Kasa Krajowa to spółka-matka systemu SKOK. Należą do niej wszystkie działające w Polsce SKOK-i. Fundacja na rzecz Polskich Związków Kredytowych zajmuje się zaś edukacją i krzewieniem wiedzy ekonomicznej. Jej właścicielem jest amerykańska Światowa Rada Związków Kredytowych (WOCCU). Skupia ona spółdzielcze organizacje finansowe w kilkudziesięciu krajach. To m.in. z jej pieniędzy sfinansowany został pierwszy etap rozwoju SKOK-ów w Polsce.
Kasę Krajową i fundację łączy personalna pępowina. Prezesem fundacji, której kapitał własny na koniec ubiegłego roku wynosił aż 16,6 mln zł, jest Grzegorz Bierecki. Ten sam, który jednocześnie szefuje Kasie Krajowej nadzorującej działalność SKOK-ów.
Fundacja robi z Kasą Krajową korzystne dla siebie interesy. M.in. zarabia na szkoleniach organizowanych dla członków władz SKOK-ów. Rocznie ze szkoleń korzysta przynajmniej kilka tysięcy osób (część z nich jest obowiązkowa). W jednym tylko kwartale naliczyliśmy prawie 30 różnych szkoleń, seminariów i sesji egzaminacyjnych.
Koszt przeciętnego szkolenia to ok. 1000 zł plus kilkaset złotych kosztów zakwaterowania (w obiektach należących pośrednio do Kasy Krajowej). Większość pieniędzy za szkolenia inkasuje ich bezpośredni organizator - sopocka Wyższa Szkoła Finansów i Administracji, której fundacja jest udziałowcem. Opłata 150 zł za każdy egzamin trafia już bezpośrednio do fundacji.
Konflikt? Jaki konflikt?
Szkolenia to niejedyny przykład powiązań finansowych między Kasą Krajową a fundacją. Ta ostatnia jest właścicielem biurowca, który wynajmuje Kasie Krajowej i innym spółkom systemu SKOK.
Zapytaliśmy prezesa Biereckiego o warunki umowy i o to, czy Kasa Krajowa przeprowadziła przetarg w sprawie najmu nieruchomości. Otrzymaliśmy odpowiedź, z której wynika, że Kasa nie ma obowiązku organizowania przetargów, a fundacja wynajmuje lokale podmiotom systemu SKOK "na warunkach rynkowych".
Czy zarządzanie fundacją i Kasą Krajową można połączyć? Grzegorz Bierecki jako prezes fundacji winien przysparzać jej zysków. Jako prezes Kasy Krajowej powinien dbać o możliwie jak najniższe obciążenia SKOK-ów, by mogły one udzielać jak najkorzystniejszych pożyczek swoim członkom.
Bierecki oddala jednak zarzut o konflikt interesów. "Pobieranie przez Fundację na Rzecz PZK opłat za szkolenia członków SKOK-ów nie jest niczym nagannym ani sprzecznym z prawem" - czytamy w oświadczeniu Kasy Krajowej przesłanym "Gazecie".
Opozycjoniści skupieni w Stowarzyszeniu Odbudowy Spółdzielczości nie mają wątpliwości, że można mówić o "nadużyciu zaufania" przez prezesa. Przypominają też inne interesy władz Kasy Krajowej opisywane w doniesieniu do prokuratora, które złożyli przeciwko Biereckiemu. M.in. to, że członkowie władz Kasy Krajowej tworzą spółki, które najpierw kupują wybrane nieruchomości, a potem wynajmują w nich pomieszczenia lokalnym SKOK-om.
Pieniądze na zakup nieruchomości pochodzą z kredytów, które szefowie Kasy Krajowej zaciągają w samych SKOK-ach. Prezes Bierecki zapewnia, że spółki nieruchomościowe to jedynie sposób na omijanie niekorzystnych dla SKOK-ów przepisów (spółdzielnie nie mogą inwestować w nieograniczony sposób w nieruchomości).
W fundacji jak w rodzinie
Fundacja, która jest zasilana m.in. pieniędzmi od członków SKOK-ów, jest kontrolowana przez rodzinę Biereckich. Obok Grzegorza w trzyosobowym zarządzie zasiada jego brat Jarosław oraz Adam Jedliński z władz Kasy Krajowej. Ze statutu fundacji wynika, że w jej zarządzie może zasiadać nawet do pięciu członków. Ale jest tylko trzech, co pozwala Biereckim cieszyć się pełnią władzy.
Rzecznik Kasy Krajowej odrzuca oskarżenie o nepotyzm. Przypomina, że bracia "są w fundacji od samego początku, od momentu, gdy nie wiązało się to ze szczególną godnością i prestiżem". Jakie kwalifikacje ma brat Grzegorza Biereckiego, by współzarządzać wielomilionowym majątkiem? Rzecznik twierdzi, że "odpowiednie", o czym świadczą wyniki finansowe fundacji (ubiegłoroczny zysk wyniósł ponad 1,7 mln zł). Ile zarabiają obaj bracia w fundacji? Rzecznik odmawia odpowiedzi.